Obozowa świetlica

W dniach 18-25 lipca odbył się przygotowywany już od dłuższego czasu obóz anarchistyczny na Łemkowszczyźnie w Beskidzie Niskim. To już drugi w tym miejscu i od razu wzrost tak jakościowy jak i ilościowy. Zjechało się towarzyszek i towarzyszy sporo, bo ponad cztery dyszki całej ferajny wraz z gośćmi. Na obozie obecni byli uczestnicy z większości sekcji FA, różnych inicjatyw i grup z całego kraju. Logistycznie obóz był przygotowany na tip-top. Wielkie dzięki i szacun dla załogi to przygotowującej i montującej. Jako że obóz powstaje na pniu i wszystko należy ze sobą zwieźć i zamontować to nie lada wyzwanie. Były wszelkie potrzebne media od wychodka, prysznica po wodę i prąd. Spory namiot świetlicowy mógłby pomieścić drugie tyle ludzi. Ogromny okrągły stół z wielką anarchią sprzyjał nasiadówom, rozmowom i spożywaniu wspólnych posiłków. Poza tym spory namiot kuchenny z pełnym wyposażeniem umożliwił pokazanie niesamowitych zdolności kulinarnych przez osoby kucharzące, które karmiły nas wykwintnymi, jak na obozowe warunki, obiadami. Z kulinariów w okolicach można wszamać lokalne specyfiki, w tym słynne łemkowskie fuczki, czyli proste acz treściwe smażone placki z kiszonej kapusty w mące pszennej. Kawosze raczyli się – jeszcze smaczniejszą na łące i w takim towarzystwie – kawą zapatystowską (było nie było z górskich upraw). Zabezpieczone odpowiednio ognisko wraz z rusztem przenosiło biesiady pod gołe i gwieździste niebo. Namiot magazynowy zasobny w narzędzia i materiały oraz sprzęty przygotował nas na każde okoliczności, na szczęście bez potrzeby pełnego wykorzystania. Na miejscu była dostępna dla każdego skromna biblioteczka z mapami, przewodnikami oraz książkami opisującymi dzieje i pozostałości kultury Łemków oraz bogatą faunę i florę tego obszaru.

Aktywistyczna wycieczka do Myscowej

Niewiele osób dotarło szlakami pieszymi, choć byli i tacy. Jako społeczność obozowa odbiliśmy to sobie codziennymi wyprawami i dłuższymi spacerami. Od kilku do kilkunastu kilometrów dziennie dla chętnych. Przeszliśmy widokowy szlak po słowackiej stronie do Koniecznej na cmentarz z okresu I wojny światowej i odbyliśmy deszczową, choć wesołą wyprawę na takiż cmentarz na Rotundzie. Był też przepiękny szlak w Magurskim Parku Narodowym wzdłuż wijącej się i kapryśnej Wisłoki, gdzie schodzą się dopływy tej rzeki tworząc głębokie rozlewiska i ogromne kamieniste wanny, w których można nurkować. Odwiedziliśmy dolinę dawnej wsi Radocyna, Czarne, Nieznajowa, Długie, Lipna. Obserwowaliśmy ogromne bobrowiska, które wpłynęły na retencje całych dolin oraz inne cuda natury – od kwiecistych łąk pełnych ziół po ogromne na tym obszarze liczby gatunków motyli. Nad nami przez cały obóz krążyły gniazdujące w niedalekim sąsiedztwie orliki krzykliwe. Na szlakach wyrastały majestatyczne buki, a z kolorowo ciągnących się górskich łąk i połonin roztaczały się piękne widoki.

Poza uprawiającymi sztukę chodzenia, na obóz zjechali też miłośnicy deptanych jednośladów. Wyprawiali się na malownicze, kręte szlaki ze sporymi przewyższeniami robiąc na nich osiemdziesięciokilometrowe wypady.

Trasa: obóz anarchistyczny – Smerekowiec – Ropica Górna – Bartne – Krzywa – obóz

Trasa: obóz anarchistyczny – Stebnik(Slowacja) – Regietów – Wysowa Zdrój – Skwirtne – Uście Gorlickie – Brunary – Klimkówka – Smerekowiec – obóz

Szwejk w Bardejovie

Spontanicznie zorganizowała się też wycieczka samochodowa szlakiem rozsianych, nielicznych już zabytków budownictwa drewnianego, najczęściej cerkwi, ale i też łemkowskich chyż (domów). Można było zobaczyć cerkwie, które na tym terenie najczęściej mają tutejszy lokalny charakter –jakby trzy wieże zbite w jedną bryłę i kryte gontem. Samochodowo część obozowiczów wybrała się też do słowackiego Bardejova, malowniczej miejscowości z renesansową zabudową i brukowanym kocimi łbami pochyłym rynkiem oraz średniowiecznymi murami miejskimi i basztami. Zaczęło padać, więc nie omieszkaliśmy zajrzeć do lokalnej knajpy z tradycyjnymi daniami naszych południowych sąsiadów: s

mažený sýr

i innymi specyfikami oraz piwem czy, dla niepijących alkoholu, Kofolą z kija. Ze ściany uśmiechał się do nas Szwejk z kuflem w ręku, który w

Przygodach dobrego wojaka Szwejka

wstąpił na arenę światowych zmagań właśnie na obszarze Beskidu Niskiego na froncie Karpackim. Było to tożsame z doświadczeniami samego autora, czyli Jarosława Haszka. Ten szwejkowski humor towarzyszył nam przez cały obóz, objawiając się u co niektórych ciętą ripostą czy …